Deser w restauracji

Bardzo dużą przyjemność z podróżowania odczuwam, gdy spotykam ciekawych ludzi, poznaję odmienne kultury i zwyczaje religijne, ale największą przyjemnością dla ciała jest poznawanie dań regionalnych. I tak będąc w Wenezueli mogłam zapoznać się z wieloma ciekawymi i egzotycznymi potrawami, ale także z typowym jedzeniem dla tamtejszej ludności. Przy jednej ulicy w pewnym mieście mieliśmy okazję odwiedzić dwie jakże różne restauracje. Jedna z nich serwowała arepę- tradycyjną bułkę z mąki kukurydzianej, z mięsem w środku lub warzywami. Powiedzmy, że to był odpowiednik popularnego w Europie kebabu. Chcą poznać miejscowe zwyczaje żywieniowe i kuchnię uliczną udaliśmy się do tego właśnie lokalu. Mała restauracja, gdzie podawano tam poza arepami wenezuelski odpowiednik coca coli i na tym menu się kończyło. Pół rodziny pracowało przy wyrobie arep, a ilość tubylców w restauracji świadczyła o tym, że jest to lokal godny polecenia i cieszy się dużym powodzeniem. Spróbowaliśmy wszystkich rodzajów arep serwowanych przez tą restauracje. Zaklejeni pożywną bułką z mąki kukurydzianej wróciliśmy do hotelu, gdzie rano okazało się, że lokalne jedzenie nie służy naszym żołądkom. Wieczorem jednak, gdy już głód zaczął znowu doskwierać a przyjemny chłód pozwolił na spożywanie czegoś więcej niż wody udaliśmy się do sąsiadującej z naszą arepiarnią restauracji. Restauracja klimatyzowana, kelnerzy ubrani nienagannie, menu po angielsku… Zupełnie inaczej niż wczoraj. Mogliśmy sobie pozwolić na skosztowanie zupy z serc palmowych, pieczonych bananów na wiele sposobów, dań z awokado, regionalnych ryb i soków z owoców tropikalnych, o jakich nam się nie śniło. Restauracja zaspokoiła naszą potrzebę poznania kuchni tropikalnej, wypisaliśmy z menu rzeczy warte spróbowania, a na które nie mieliśmy zwyczajnie już miejsca w żołądkach. Niestety następnego dnia okazało się, że nawet jedzenie podane w ekskluzywnej restauracji nie służy naszym żołądkom. Wniosek był prosty, nasze żołądki nie chcą przestawić się na kuchnię tropikalną tak szybko jak nasze umysły i oczy, który by jadły wszystkie przysmaki napotkane po drodze. Wtedy z pomocą przyszedł zaznajomiony Wenezuelczyk, który zasugerował, że stopień przyswajania tutejszych potraw jest wprost proporcjonalny do wypitego rumu;)

 

  plakate druck druckerei polen ordner druck | torebki strunowe | odzież ochronna | przyjęcia warszawa | Blog o alkoholach | chemia profesjonalna | jak otworzyć restaurację | tarta