Potrawy w restauracjach
W wielu filmach niektóre wątki rozgrywają się w restauracjach. Bardzo ekskluzywne restauracje, gdzie jada się wykwintne dania i obowiązkowo muszą się w nich odbyć zaręczyny głównych bohaterów, odbiegają dalece od moich ulubionych lokali szumnie nazywanych restauracjami. Końcówka nazwy jest zdecydowanie jeszcze mniej szumna np. Restauracja u Ryśka, Zdzicha czy innego Wieśka. Restauracje te mieszczą się najczęściej w małej miejscowości na końcu świata, gdzie okresowo lubią pojawiać się weekendowi turyści. Zwiedzają w okolicy ruiny zamków czy jadą nad rzekę lub zalew. W restauracji takiej możemy zamówić z bogatego i wykwintnego menu frytki, golonkę czy kiełbasę z grilla. Czasem uda się zjeść jakąś tradycyjną zupę. Oczywiście na co dzień restauracja wiedzie prym w sprzedaży piwa i kawy parzonej w szklance. Rarytasem „Restauracji u Zdzicha” są papierosy sprzedawane na sztuki, śledzie i ogórki kiszone oraz dla miejscowych możliwość stołowania się na tzw. krechę lub zeszyt. Restauracja taka ma swój niepowtarzalny klimat, zapewni nam poznanie okolicznych zwyczajów i co ciekawszych person z gminy. Gdy nie zrazimy się do panującego w tej restauracji klimatu, to zapewne przy piwie z autochtonami poznamy legendy i baśnie z okolic, usłyszymy gdzie mogą być ukryte skarby z zamierzchłych czasów i czyje duchy straszą w pobliskich ruinach zamku. Restauracje takie dużo bardziej nadają się do scenerii filmowej, niż te, które zwykły robić za scenografię w filmach. Wszak restauracja lokalna zapewni nam nie tylko scenografię, ale także scenariusz dla naszego filmu. Życzę, więc jak najlepiej wszystkim restauracjom w małych miejscowościach, by zachowały swój klimat i cierpliwie czekały na odważnych reżyserów, którzy podejmą się uchwycenia tych niepowtarzalnych historii.